Restrukturyzacja to nie wstyd – historia warszawskiej drukarni
W listopadzie 2023 roku właściciel drukarni na Mokotowie stanął przed wyborem: wypłaty dla 7 pracowników albo kolejna rata leasingu. Dług u dostawców papieru urósł do 147 600 zł w zaledwie cztery miesiące, a telefon od windykatora dzwonił co rano.
Początek lawiny na warszawskim Mokotowie
Właściciel drukarni, pan Robert, prowadził swój biznes od 8 lat. Wszystko szło dobrze, dopóki ceny energii nie skoczyły o 34% w ciągu jednego kwartału. Do tego doszły opóźnienia w płatnościach od dwóch kluczowych kontrahentów. W październiku 2023 roku w kasie zabrakło 42 000 zł na bieżące zobowiązania. Zamiast szukać pomocy, Robert próbował łatać dziurę chwilówkami na firmę, co tylko pogorszyło sprawę. Pętla zaczęła się zaciskać bardzo szybko.
Kiedy Wisła Restructuring House przejęła sprawę, na koncie drukarni było zaledwie 3 800 zł wolnych środków. To nie wystarczało nawet na ubezpieczenie maszyn. Dług całkowity wynosił 187 400 zł, w tym zaległości wobec ZUS i urzędu skarbowego. Robert był przekonany, że jedynym wyjściem jest ogłoszenie upadłości i wyprzedaż parku maszynowego. My wiedzieliśmy, że ratujemy to, co budował latami, i że jest jeszcze pole do manewru.
Zrobiliśmy szybki audyt, który zajął nam 4 dni robocze. Okazało się, że trzon biznesu jest zdrowy – drukarnia miała stałe zlecenia, tylko marża została zjedzona przez koszty obsługi długu. Musieliśmy działać natychmiast, by zablokować możliwość zajęcia kont przez komornika. Zasady są jasne: audyt, plan, działanie. Bez tego firma przestałaby istnieć przed końcem roku. (Swoją drogą, większość właścicieli czeka o trzy miesiące za długo, zanim do nas zadzwoni).
Zamiast zamykać biznes, trzeba było zmienić sposób rozmowy z wierzycielami. Liczby nie kłamią, ale wymagają planu.
Rozmowy z bankiem to nasza codzienność
Największym obciążeniem był leasing na dwie maszyny Heidelberg. Miesięczna rata wynosiła 12 400 zł. Bank nie chciał słyszeć o odroczeniu, bo Robert już raz spóźnił się z płatnością o 14 dni. Przejęliśmy te rozmowy w połowie listopada. Przedstawiliśmy bankowi realną prognozę finansową drukarni na najbliższe 7 miesięcy. Pokazaliśmy, że jeśli zabiorą maszyny, nie odzyskają nawet 40% wartości długu na licytacji.
Negocjacje trwały 11 dni. Wywalczyliśmy tzw. wakacje leasingowe na okres 4 miesięcy, gdzie Robert płacił tylko część odsetkową – około 1 100 zł zamiast pełnej raty. To dało firmie oddech finansowy w wysokości 45 200 zł w skali całego okresu ochronnego. Te pieniądze zostały natychmiast skierowane na zakup surowców, aby drukarnia mogła zrealizować świąteczne zamówienia na kalendarze i katalogi.
Robert nie musiał już sam odbierać telefonów z działu windykacji. Zdejmiemy ten ciężar z Twoich barków – to obiecaliśmy na pierwszym spotkaniu i tak się stało. Skupiliśmy się na formalnej restrukturyzacji, podczas gdy właściciel mógł wrócić do pilnowania jakości druku. W tym czasie przygotowaliśmy propozycje układowe dla pozostałych 12 wierzycieli, w tym dla dostawców papieru z warszawskiej Białołęki.
Układ z dostawcami i redukcja kosztów
Dostawcy papieru byli wściekli. Zaległości u największego z nich wynosiły 67 000 zł. Zaproponowaliśmy im układ: spłata 83.4% długu w 14 równych ratach, ale pod warunkiem dalszych dostaw za gotówkę z 5% rabatem. Wydaje się to nielogiczne? Dla dostawcy to była jedyna szansa na odzyskanie większości pieniędzy. Gdyby drukarnia upadła, dostaliby zero, bo maszyny i tak były w leasingu.
Równolegle wprowadziliśmy cięcia wewnątrz firmy. Nie zwolniliśmy ani jednej z 7 osób, ale zmieniliśmy system zmianowy tak, by unikać pracy w godzinach najwyższych stawek za energię. To przyniosło oszczędność 3 200 zł miesięcznie. Zrezygnowaliśmy też z wynajmu dodatkowego magazynu, co pozwoliło zachować w kieszeni kolejne 2 400 zł co miesiąc. Każda taka kwota była przelewana na subkonto przeznaczone na spłatę układu.
W grudniu 2023 roku Robert po raz pierwszy od pół roku wypłacił pensje pracownikom w pełnej wysokości i o czasie. To był moment zwrotny. Zaufanie zespołu wróciło, a plotki o upadłości na lokalnym rynku ustały. Restrukturyzacja to nie wstyd – to profesjonalne narzędzie do naprawy błędów, które zdarzają się każdemu, kto ryzykuje własnym kapitałem.
Dostawcy wolą dostać 84% pieniędzy w ratach niż 0% od syndyka. To prosta matematyka, którą banki rozumieją.
Efekty po 7 miesiącach pracy
Dzisiaj, po siedmiu miesiącach od rozpoczęcia procesu, drukarnia na Mokotowie funkcjonuje bez zakłóceń. Spłacili już 6 z 14 rat układowych. Ich marża wzrosła o 8% dzięki lepszemu zarządzaniu odpadami papieru i nowym umowom energetycznym. Robert nie szuka już nerwowo gotówki w czwartki przed wypłatą. Ma plan finansowy rozpisany na każdy tydzień, a my monitorujemy jego realizację raz w miesiącu.
Odzyskaliśmy płynność, o której właściciel myślał, że przepadła bezpowrotnie. Cały proces restrukturyzacji kosztował ułamek tego, co firma straciłaby na karach umownych i odsetkach karnych. Najważniejsze jest jednak to, że 7 rodzin nadal ma źródło dochodu, a Warszawa nie straciła solidnej rzemieślniczej firmy z tradycjami. Jeśli Twoja firma ma podobne problemy, pamiętaj: im wcześniej zaczniemy, tym więcej opcji zostanie na stole.
W Wisła Restructuring House nie obiecujemy cudów, ale gwarantujemy rzetelny audyt i twarde negocjacje. Rozmowy z bankiem to nasza codzienność i wiemy, jakich argumentów użyć, by przestały traktować Cię jak dłużnika, a zaczęły jak partnera do rozmowy. Robert jest teraz naszym stałym klientem w zakresie doradztwa finansowego i wspólnie planujemy wymianę najstarszej maszyny w 2025 roku.
Kończąc tę historię, warto zaznaczyć jedno: restrukturyzacja zadziałała, bo właściciel przestał udawać, że problemu nie ma. Przyznał przed nami: 'nie mam na prąd'. To był pierwszy krok do sukcesu. Jeśli Ty też czujesz, że tracisz kontrolę nad fakturami, nie czekaj na wezwanie z sądu. Możemy zacząć od krótkiego audytu Twojej sytuacji jeszcze w tym tygodniu.
Najtrudniejszy krok to przyznanie, że potrzebujesz planu. Reszta to kwestia twardych negocjacji.



